Odwoził mnie po kolejnych imprezach, pilnował, bym nie zrobiła niczego głupiego pod wpływem alkoholu, podwoził, gdy zaspałam na zajęcia, kupował czekoladki, gdy akurat miałam chandrę, i załatwiał bilety na koncert czy spektakl, o którym marzyłam. Jako wykończeniowiec miał różnych znajomych i nieraz korzystałam z jego kontaktów. Tłumaczenie słowa 'pocałować' i wiele innych tłumaczeń na angielski - darmowy słownik polsko-angielski. Poznaj definicję 'pocałuj mnie', wymowę, synonimy i gramatykę. Przeglądaj przykłady użycia 'pocałuj mnie' w wielkim korpusie języka: polski. Do tego, aby wywołać wymioty, zaleca się wypić litr wody. Dopóki nie będzie wypływać czysta woda, należy pić. Nie trzeba brać leków na nudności. Oni mogą tylko przeszkadzać organizmowi wydalać toksyczne produkty, a ciężki kac będzie trwać dłuższy czas. Przy tym szkody od wypitego alkoholu jest znacznie poważniejsza. Tłumaczenia w kontekście hasła "pocałował przez" z polskiego na angielski od Reverso Context: Róża zostałeś pocałował przez cienie. WPHUB. Spinner. | 20.08.2023 22:52. aktualizacja 20.08.2023 22:55. Skandal po finale mistrzostw świata w piłce nożnej kobiet. Prezes pocałował piłkarkę W USTA (WIDEO) 50. Luis Rubiales Ostatnio kolega z pracy (który swoją drogą bardzo mi sie podoba i z którym często sobie flirtujemy i się wygłupiamy) podczas takich własnie wygłupów pocałował mnie w usta i przytulił Jeżeli chłopak mnie pocałował to znaczy że coś do mnie czuje? wczoraj spotkałam się pierwszy raz z moim chłopakiem <3 poznałam go przez komunikator internetowy ''imvu'' a chodziłam z nim od kilku miesięcyy, wczoraj pojechałam do jego miejscowosci i sie z nim spotkallammm, niestety bylam z mama potem pojechalismy do galerii mama Ból pleców po alkoholu może występować sporadycznie u każdego — to ból nerek wynikający z odwodnienia powodowanego przez alkohol. Ból nerek może pojawić się po jednorazowym spożyciu dużej ilości alkoholu. Ból nerek może też pojawić się dzień po imprezie. Zatrucie alkoholem powoduje, że nerki są zbyt obciążone i nie I historia sprzed 4rech lat. tuz po przyjezdzie do USA poszlysmy z kuzynka na impreze do jej znajomych. Wypilam 3 drinki i mnie scielo. ZamknelAm sie w lazience zeby ochlonac. Po imprezie wszyscy sie pozegnali, siostra przyszla mnie zabrac, patrzy a ja leze na podlodze z glowa w koszu a smieci. w5s8E7. Witam Mój zwi±zek trwał prawie 2,5 roku. Od pocz±tku jak to w zwi±zku po jakim¶ czasie wychodziły drobne kłótnie itd. ale zawsze kończyło się pogodzeniem. Takie normalne zwi±zkowe kłótnie. Moja dziewczyna była o mnie bardzo zazdrosna i często chciała sprawdzać czy jestem o ni± zazdrosny. Jednak nie okazywałem tego. Kocham j±, ale dla mnie miło¶ć nie polega wzajemnym testowaniu się. Dla mnie ważne s± 3 warto¶ci, szczero¶ć, zaufanie i szacunek. Czasem byłem chłodny, czasem może niemiły, ale zawsze dobrze jej życzyłem i byłem z ni±. Wiadomo człowiek popełnia błędy. Jednak nigdy, ale to nigdy chociaż miałem kilka okazji pój¶ć na cało¶ć nie zdradziłbym mojej drugiej połówki, nawet po alkoholu. Zaufanie, które obdarzyłem moj± dziewczynę legło w gruzach. Pojechała na wyjazd do Wiednia z koleżank± na konferencje. Tam poznały jaki¶ 2 go¶ci z innego Uniwersytetu z innego miasta w Polsce. Na pierwszej imprezie nic się nie wydarzyło. Dopiero na drugiej imprezie wracały póĽno, były pijane podobno. Jeden niby wzi±ł t± koleżankę za rękę i na jednej stacji metra wysiedli. A moja biedna podobno została z tym drugim, który trzymał j± za rękę, tak że nie mogła się ruszyć. Podobno poszła do hotelu do niego, były 2 łóżka, powiedział że nic nie będzie, umyła twarz i poszła spać. Typ podobno położył się obok niej i pocałował j± a ona to odwzajemniła i zaczęli się całować. Podobno była tak pijana, że nie pamiętała co się stało i kazała mu wracać do swojego łóżka. Wiecie sk±d się dowiedziałem ? Z tego nieszczęsnego facebooka ... Okazało się, że miała wyrzuty sumienia, bo wyszła na łatw±, a ja wiem że tak± nie jest. Jednak b±dĽ co b±dĽ wykręciła niezły numer. Najlepsze jest to, że jak wróciła z tego Wiednia to była u mnie przez 4 dni. Z łóżka nie wychodzili¶my. Było naprawde super. Ale widziałem, że co¶ się zmieniło w niej. Była taka pewna siebie. Ci±gle na komórke zerkała. Okazało się, że pisała z innym typem przez prawie 1 miesi±c. Nigdy jej nie kontrolowałem, bo znam swoj± warto¶ć i bez sensu jest sprawdzać kogo¶. Lepiej zakończyć zwi±zek. Dobrze i jak pojechała to uzyskałem dostęp do jej fb. Sprawdziłem wszystko dokładnie tego samego dnia w nocy. NO i jak grom z jasnego nieba uderzyło mn± o ¶ciane. Musiałem współlokatora obudzić bo nie wierzyłem w to co przeczytałem. Od razu napisałem smsa, że wiem co zrobiła i że jutro ma być w danym miejscu, bo chce to zakończyć. Oczywi¶cie stawiła się, ale płacz był niemiłosierno¶ć. Błagała o przebaczenie i szanse. Przez cały tydzień przychodziła pod blok i pisała smsy. Na tym fb całe litanie. Szargały mn± przez ten czas straszne emocje. Co ciekawe ona twierdziła, że się tylko całowała ... Jak przyszła do mnie i otworzyła konto na fb. Wyczy¶ciła wszystkie rozmowy z tymi typami. A ja jej wszystko cytowałem. Nie s±dziłem, że można być aż tak fałszywym człowiekiem. Wiecie co zrobiłem ? Napisałem do tego typa z jej konta, że okres mi się spóĽnia i nie wiem kto strzelił. Odpisał, że był w ¶rodku tylko przez 20 sec i to jeszcze nie do końca. Jak to zobaczyłem to czułem mega obojętno¶ć. Poszedłem normalnie do sklepu. Napisałem jej tylko, że je¶li nadal twierdzi, że tylko się całowała to niech wejdzie na swojego fb. Musiałem j± zablokować na tym ¶miesznym fb, żeby nie pisała mi pró¶b, błagań itd oraz zarzutów wobec mojego postępowania. Najlepsze jest to, że przez ten cały okres czasami bez sensu sprawdzałem jej konto na fb i rozmawiała z tym drugim, ale to był typowy flirt - od razu kasowała rozmowe z historii. Dodam jeszcze, że jak była u mnie przez te 4 dni to zadała mi dziwne pytania o rodzine, dzieci. W ogóle zaczęła być negatywnie do tego nastawiona, chociaż wcze¶niej miała na tym punkcie fioła. Ja podchodziłem do tematu spokojnie i nic nigdy nie obiecywałem oraz nie snułem jaki¶ dalekosiężnych planów, chociaż cały czas jest to jednym z moich celów. Zadała mi też pytanie w łóżku ... czy my¶le, że ona mogłaby mnie zdradzić. Odpowiedziałem, że nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. Wtedy dziwnie się zachowała tak jakby strzeliła focha i się odwróciła. Niestety dałem się wtedy banalnie nabrać i j± przytuliłem. PóĽniej jak wspomniałem o tym to mówiła, że bała mi się wtedy o tym powiedzieć. Że była wypruta z uczuć itd. Niestety nie potrafiłem jej wybaczyć. Nie toleruje zdrady i nie szanuje takich osób. Alkohol dla mnie nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Uważam, że szczególnie kobieta powinna trzymać pewn± klasę. Tak więc nie uległem jej namow±. Naprawdę zdrada to jest bardzo ciężkie przeżycie i gdyby nie rozmowy z przyjaciółmi oraz rodzin± to na pewno bym tego nie przeszedł tak spokojnie. My¶le, że teraz ma nauczkę na cały życie. Mam tylko nadzieje, że nigdy więcej juz mnie takie co¶ nie spotka i jeszcze s± na tej planecie kobiety, które respektuj± pewne warto¶ci. Jak znalałem ten portal to zastanawiałem się czy napisać. Akurat teraz złapał mnie taki przysłowiowy dołek i stwierdziłem, że chyba warto. mikolaj29 dnia kwietnia 18 2014 23:26:15 raczej dobrze zrobiłe¶, bo jak sam piszesz że po tym jak się dowiedziałe¶ to ona dalej miała z nim kontakt i dalej prowadziła flirt, uważam że jakby¶ jej wybaczył to dalej by flirtowała i z tym i z tym drugim bo jak sama napisała była wyprana z uczuć a z kim¶ takim nie da się po prostu zbudować zwi±zku. mam nadzieję że to jej wyja¶niłe¶ żeby wyci±gnęła jakie¶ wnioski na przyszło¶ć. loop23 dnia kwietnia 18 2014 23:51:51 Dla mnie zdrada niszczy wszystko. Od pocz±tku byłem o tym przekonany, ale wiadomo, że nie da się zapomnieć wszystkich momentów z t± drug± osob±. Zawsze jest taki drugi głos, który mimo ogromnej nienawi¶ci pozwala, aby wysłuchać jej tłumaczeń. My¶le, że to było jedyne sensowne rozwi±zanie. Gdybym zdecydował się zostać to w ogóle byłoby piekło. Znam swój charakter i wiem, że za każdym razem bym to wypominał, a potrafie być wredny. Po drugie nigdy bym już jej nie ufała. A po trzecie to po co tkwić w takim zwi±zku i się denerwować. W ogóle nie wiem jak można my¶leć o budowaniu przyszło¶ci z tak± osob±. Zdecydowanie po tym co przeczytałem mam całkowity obraz jej charakteru i możliwo¶ci. Teraz tylko od niej zależy czy wyci±gnie jakie¶ wnioski ... Mnie już w sumie nie obchodzi. Ja mam swoje życie, a kobiet jest bardzo dużo na ¶wiecie. Wiem teraz jakich unikać. Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny. Brak ocen. Logowanie Nie jeste¶ jeszcze naszym Użytkownikiem?Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować. Zapomniane hasło?Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ. ~Sha Sha moim zdaniem skoro urywa Ci się film to znaczy że wypiłeś zbyt wiele... po jakiej dawce alkoholu Ci isę tak robi kiedyś musiałem naprawdę dużo wypić, z tą różnicą, że wtedy po prostu padałem jak kołek na ziemię i na drugi dzień nic nie pamiętałem, a teraz nawet jak wypiję tyle samo co wtedy to już nie leżę nieprzytomny tylko chodzę i rozmawiam prawie normalnie z tym, że nie wszystko pamiętam na drugi chodzi o ilość to ciężko stwierdzić bo jak piliśmy to na jednej się nie kończyło, ale myślę, że najczęściej wychodziło gdzieś połówkę, może nawet niecałą na osobę jak miało się dobry dzień, a przy słabszej formie to nawet mniej. fot. Adobe Stock, Srdjan Jak co tydzień w środę weszłam do osiedlowego sklepu i sięgnęłam po koszyk. Wrzuciłam do niego sok z aronii, wodę, chleb i paczkę wędlin. Przy stoisku z warzywami wybrałam kilka pomidorów. Zastanawiałam się chwilę nad jogurtami. Wzięłam też dwie paczki pierogów z mięsem. Idąc w stronę kasy, zatrzymałam się obok regałów z alkoholem. Jeśli nie kupię tego teraz, będzie jak zawsze Adam nie da mi spokoju, będzie błagał i prosił. Znałam go aż za dobrze. Zawsze było tak samo. Czasami przychodziliśmy tutaj razem; wtedy pozwalałam mu wybrać to, na czym najbardziej mu zależało. Patrzyłam na stojące równo w rzędzie butelki wódki. Chwyciłam pierwszą z brzegu i ułożyłam ją na zmrożonych paczkach z pierogami. Zimna jest przecież najlepsza. Obsługująca mnie kasjerka doskonale wiedziała, kim jestem i dla kogo robię zakupy. Uśmiechnęła się do mnie jakoś tak dziwnie, jakby ze współczuciem. Uchwyty siatek wrzynały mi się w dłonie. Mimo to szłam wolno, jakbym chciała odwlec w czasie ten przykry moment, gdy dotrę na miejsce. Za każdym razem bowiem, gdy tutaj przychodziłam, cierpiałam. Blok był strasznie zaniedbany, a winda nie działała od marca. Musiałam wspinać się mozolnie na ósme piętro, taszcząc ze sobą truciznę w butelce. Zastanawiałam się, w jakim Adam będzie dzisiaj stanie. Stałam przez chwilę pod jego drzwiami, nasłuchując dźwięków z wewnątrz mieszkania. Modliłam się, żeby mi otworzył, kiedy zapukam Najbardziej się bałam, że zastanę zamknięte drzwi i po godzinie oczekiwania będę musiała zadzwonić na policję. Funkcjonariusze wezwą straż, a później przyjdzie pora na lekarza potwierdzającego zgon. Otworzył mi po kilku chwilach i uśmiechnął się. – Cześć siostra – powiedział i od razu sięgnął po torbę z zakupami. Chociaż wydawało się to niemożliwe, mój młodszy brat był jeszcze chudszy niż tydzień temu. Patrzyłam, jak ciągnie za sobą ciężką od zakupów torbę, a na jego przedramieniu uwypuklają się słabe ścięgna. Był szary, kruchy i słaby, jakby wycięty ze starej kartki papieru. Jeszcze trochę i obróci się w proch… – Kupiłaś pierogi. Bomba – ucieszył się. Weszłam za nim do brudnej kuchni i otworzyłam na oścież okno. Miałam wrażenie, że za chwilę zadławię się od panującego tu smrodu. – Zimno będzie – zauważył. – Chcę z tobą porozmawiać – powiedziałam. – Musisz z tym skończyć. – Z czym? – Z alkoholem. Z narkotykami. Z takim życiem. Roześmiał się. Zawsze tak robił, kiedy się bał. – Jeśli czegoś ze sobą nie zrobisz, przestanę tu przychodzić. Nie mam już siły. Nie mam! – Matka i ojciec przekabacili cię w końcu na swoją stronę, co? – wykrzywił usta. Nie odpowiedziałam. Moi rodzice pomagali Adamowi przez długi czas, aż wreszcie okazało się, że wszyscy w rodzinie jesteśmy współuzależnieni i powinniśmy pozwolić mojemu bratu odejść. Obiecałam rodzicom, że nie będę mu pomagać, ale w tajemnicy nadal płaciłam jego rachunki i zaopatrywałam w jedzenie. – Adam. Błagam cię. Nie dam rady dłużej… – byłam bliska płaczu. Mój brat wyciągnął z torby butelkę wódki. Nie tak wyobrażałam sobie życie mojego brata Wciąż widziałam w nim dziecko. Pamiętam dzień, kiedy ujrzałam go po raz pierwszy. Małe grubiutkie paluszki objęły mój palec i ścisnęły go zadziwiająco mocno. Pomyślałam wtedy, że ta niewinna i bezbronna istota to cud, a moim obowiązkiem jest chronić go i opiekować się nim do końca mojego życia. Mój cud przeistoczył się w zamroczonego alkoholem potwora. Teraz jego palce w zaborczym geście ściskały butelkę alkoholu. To w niej szukał oparcia i pocieszenia. Dla mnie nie było już miejsca w jego świecie. – Ok, spróbuję – powiedział nagle. Serce zabiło mi mocniej. Adam wyciągnął w moją stronę butelkę. – Weź ją. Nic nie wypiję – jego oczy zrobiły się wielkie z przerażenia. Chyba sam nie wierzył w to, co mówi. – Nigdy więcej. Wczoraj był ostatni raz. Przysięgam. Łzy napłynęły mi do oczu. Boże! Dziękuję Ci! Wreszcie nadszedł ten dzień. Wreszcie się doczekałam. Może nie jest jeszcze za późno? Może damy radę poskładać to potrzaskane życie w dawną całość? – Weź prysznic i przebierz się. Pójdziemy na późny obiad i spacer – zaproponowałam. Adam skinął głową jak pokorne dziecko i zrobił, o co poprosiłam. Zanim wysuszył włosy, zaproponowałam, że trochę mu je podetnę. Kiedy stanął przede mną w czystym ubraniu, ostrzyżony, czułam, że to przełom. Nadal nie przypominał dawnego siebie. Był wychudzony i bez sił Mimo to wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. – Porozmawiam z Maćkiem. Zamieszkasz u nas. Doprowadzimy do porządku twoje mieszkanie i je wynajmiemy. Dostaniesz pieniądze na start i nie będziesz musiał robić tego, co robisz teraz. Pójdziesz na terapię. – Niczym już nie handluję – wyznał. – Od tygodnia nic nie sprzedaję. Bez słowa podeszłam do niego i objęłam jego szczupłe ramiona. – Wszystko będzie dobrze – powtórzyłam. – Uratujemy cię. W odpowiedzi objął mnie, jakby znów chciał być częścią mojego życia. Wyszliśmy na spacer. Uśmiechnęłam się do brata, ale on z nieodgadnionym wyrazem twarzy patrzył w dal. – Jak się czujesz? – zapytałam. – Boję się – szepnął. – Wszystko się uda. Poradzisz sobie. Jesteś w stanie to zrobić. Nic nie odpowiedział… Zabrałam go do naszej ulubionej restauracji. Kiedyś, wieki temu, często odwiedzaliśmy to miejsce. Adam nie tknął jedzenia, ale z zainteresowaniem obserwował gości i obsługę. Może próbował przypomnieć sobie dawne życie i rozrywki. Miał kiedyś dużo przyjaciół. Był radosny i pełen optymizmu. Obecnie po tamtym Adamie nie było już śladu Ale może uda nam się go odzyskać? – Pojedziemy na nasz plac zabaw? Ten, na którym spędzaliśmy każdy Dzień Dziecka? – zapytał nagle. Trochę zdziwiła mnie jego prośba. Miejsce, o którym mówił, znajdowało się po drugiej stronie miasta. Mieszkaliśmy tam, zanim rodzice kupili dom jednorodzinny. – Jeśli chcesz… – wzruszyłam ramionami. Miałam czas. Mogłam spełnić jego życzenie, choć wydało mi się nieco dziwne. Niepokojące. Kiedy dotarliśmy na miejsce, była siódma wieczorem. – Wszystko się zmieniło – stwierdził na widok kolorowych huśtawek. – Wszystko oprócz tego – wskazałam palcem starą ławkę pod drzewem. – Siadaliśmy tutaj, pamiętasz? Usiedliśmy i w milczeniu obserwowaliśmy cichnące osiedle. Przypomniały mi się chwile, które spędzaliśmy tutaj razem. Jako dzieci byliśmy nierozłączni. Może ta więź też wkrótce wróci…? – Przyjadę po ciebie jutro. Musisz się spakować – powiedziałam. Adam kiwnął głową. – Zawsze mi pomagasz. Zawsze jesteś ze mną. Kocham cię. Wzruszenie ścisnęło mi gardło. – Ja też cię kocham. Wiedziałam, że kiedyś ten koszmar się skończy. Nie wiem, czy wytrzymałabym dłużej. Tak bardzo się o ciebie martwię. – Skończy się. Obiecuję. Odwiozłam go do jego mieszkania tuż przed dziewiątą. Na pożegnanie pocałował mnie w czoło. Nigdy wcześniej tego nie robił. Miał zimne dłonie. Na pewno się bał Po powrocie do domu opowiedziałam o wszystkim Maćkowi. W przeciwieństwie do mnie, mąż nie wykazał entuzjazmu na wieść o tym, że mój brat skończył z piciem. Nie pierwszy raz to słyszał. Zgodził się jednak, aby Adam u nas zamieszkał. Chciałam wierzyć, że podołamy. W nocy nie mogłam zasnąć. Coś nie dawało mi spokoju. Wymęczona wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Na stole stała butelka wódki, którą oddał mi Adam. Długo się w nią wpatrywałam, nim zrozumiałam. Nim ta straszna myśl do mnie dotarła… Przerażona chwyciłam kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Dotarcie w nocy na miejsce zajęło mi dziesięć minut. Biegłam w koszuli nocnej po zapuszczonej klatce schodowej, modląc się, aby moje obawy okazały się bezpodstawne. Zdyszana stanęłam pod drzwiami mieszkania Adama. Zapukałam. Cisza… Zapukałam jeszcze raz, głośniej Może śpi, może nie usłyszał! Nadal nic. Głucha cisza. Zaczęłam walić w drzwi pięściami. Na próżno. Osunęłam się na brudną wycieraczkę i zakryłam dłońmi twarz. Nie wiem, jak długo płakałam. Kiedy zadzwoniłam na policję z prośbą o interwencję, zaczynało już świtać. Adam miał rację. Jego koszmar się skończył. Teraz zaczął się mój. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę” Tworzenie wpisu o piekielnych zabawach z dzieciństwa przyniosło mi ogrom radości. Odkryłam, że grzebanie we własnej historii w poszukiwaniu wydarzeń, które były śmieszne, straszne lub żenujące, umożliwia ponowne ich przeżycie. Tym razem jednak bezpiecznie, ponieważ bez dawki realnego zagrożenia, wydumanej grozy czy palącego policzki wstydu. Polecam spróbować w ramach autoterapii. Tej niedzieli zapraszam was do zapoznania się z czterema opowieściami, które rozpoczynają dwuczęściowy wpis o Olgi przygodach pijackich. Podczas niektórych – ekhm, większości – byłam nieletnia, co oczywiście nie oznacza, że promuję picie alkoholu przed ukończeniem osiemnastego roku życia. Wręcz przeciwnie: myślę, że to złe, straszne i w ogóle za moich czasów… a nie, przecież to się wydarzyło za moich czasów. Mam nadzieję, że stosowne wnioski wyciągniecie z lektury sami i na wszelki wypadek nie spróbujecie alkoholu nigdy. A jeśli ktoś postanowi napić się w waszym towarzystwie, śmiało wytrąćcie mu butelkę czy kieliszek z dłoni. Grymasu, który ukaże się na jego twarzy, nie weźcie błędnie za irytację czy gniew. W rzeczywistości będzie to wdzięczność za ratunek i ukazanie lepszej ścieżki życia. Prezent wigilijny Od paru lat moja rodzinna Wigilia jest nietypowa, specyficzna. Po pierwsze przy stole nie ma ani jednej osoby wierzącej, po drugie grono liczy od trzech do czterech osób (raz cztery i… pół?), po trzecie zaś mam chory żołądek i nie mogę pić alkoholu, więc to długo wyczekiwany dzień, w którym wreszcie pozwalam sobie na kieliszek butelkę wina bez przejmowania się konsekwencjami. Efektem owego nieprzejmowania się jest blizna na brodzie, którą mam od lat czterech czy pięciu. Powstała, gdy po wigilijnej popijawie wróciłam do domu i nie miałam siły na dalsze życie, więc wykąpałam się i poszłam spać. Po jakimś czasie obudziła mnie potrzeba pęcherzowa, więc krokiem tropiciela węży i tańcząc pogo ze ścianami oraz meblami – oczywiście w kompletnej ciemności, bo kto normalny zapala w nocy świata? – udałam się do toalety. Normalna sprawa, w niepijackie dni też się budzę i sunę w półśnie do łazienki, ponieważ wypijam stanowczo za dużo tuż przed snem. (Ach te ciekawostki fizjologiczne). Niestety po dotarciu do toalety rozłączyły mi się w mózgu kabelki. Kiedy połączyły się z powrotem, siedziałam już na podłodze z brodą wbitą w wannę i bardzo mokrą ręką. Uznałam, że może jednak warto zapalić światło. Kiedy spostrzegłam lejącą się z solidnie unerwionej brody krew, zakleiłam ranę plastrem, opłukałam ręce, wysikałam się i poszłam dalej spać. Cóż, są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Piwo jak za darmo Osoby urodzone w XX wieku na pewno pamiętają te piękne czasy, gdy na rynku w dużych miastach można było kupić kufel piwa za jedyne 5 zł, z sokiem zaś za 5,50 zł (dostępny był tylko malinowy, bardzo rzadko trafiało się na alternatywę w postaci imbirowego). W okresie, w którym rozgrywa się ta historia, modne były kluby techno, białe rękawiczki, włosy na żel, C-bool i okazjonalne imprezy tematyczne. Właśnie na jedną z nich wybrałam się z koleżanką z klasy i innymi fajnymi dziewczynami z wyższych roczników. Miałam 13 lat i zdecydowanie nie byłam zaprawiona w alkoholowych bojach. Podobało mi się za to, że przy barze mogę kupować piwo sama, nikt mnie nie prosi o okazanie dowodu, a kiedy idę po ostatnie i ledwo stoję na nogach, ani jedna osoba nie zapyta, czy aby na pewno chcę je wypić. Grunt to zarobić! W ostateczności wypiłam więc trzy piwa z sokiem malinowym i wsiadłam do autobusu do domu. Dojeżdżając do osiedla, myślałam, że będę musiała wysiąść dwa przystanki wcześniej, bo paw srogo trzepotał skrzydłami tuż przy gardle. Na szczęście ja i mój nowy ptasi przyjaciel dojechaliśmy na miejsce bez szwanku. Godzina była późna, panowała ciemność, nikogo nie było w pobliżu. Siadłam na przystanku, rozejrzałam się, elegancko uwolniłam pawia w dłonie i rzuciłam go pod ławkę. Po drodze do domu rzuciłam jeszcze jednego w krzaki, najwyraźniej poprzedni potrzebował towarzystwa. Miałam nadzieję, że to koniec, niestety nie. Przygoda z fauną kontynuowana była w domu, i to z mamą stojącą pod drzwiami łazienki i martwiącą się o mnie. Powiedziałam jej, że zatrułam się hamburgerem. Uwierzyła. Bye, bye, vodka & raspberries! W mojej pierwszej poważnej (długoterminowej) relacji miłosnej byłam w drugiej połowie gimnazjum. Mój ukochany mieszkał pod Poznaniem, więc żebyśmy mogli się widywać, albo na weekendy, święta i dłuższe wolne on przyjeżdżał do mnie, albo ja do niego. Ta historia wydarzyła się u niego, podczas jego osiemnastych urodzin (miałam wówczas dopiero co skończone szesnaście lat). Na imprezie była banda chłopaków mniej więcej w wieku mojego ukochanego, ja i dziewczyna jego kolegi, która miała lat dziewiętnaście i parę razy już w życiu piła. Polubiłyśmy się i trzymałyśmy tego wieczora bardzo blisko. Najwyraźniej założyła, że mam duże moce przerobowe, ja zaś bardzo chciałam jej zaimponować. W efekcie wypiłam dwanaście wściekłych psów (róbcie nam mocne!), kilka kieliszków wódki w toaście za ukochanego oraz drinka z colą i wódką. Wszystko w przeciągu kilku godzin. Jak się pewnie domyślacie, zabawa nie skończyła się dla mnie wesoło. Pamiętam jedynie zatroskane twarze imprezowiczów, mnie siedzącą na schodach ze smętnie zwieszoną głową nad miską z rzygowinami, starszą koleżankę karmiącą mnie chlebem maczanym w herbacie i wkładającą palce z tipsami do gardła, żebym wyrzuciła z siebie alkohol (to bolało!), a potem spanie na kanapie na ramieniu ukochanego. Dopiero na drugi dzień dowiedziałam się, że wymiotowali wszyscy – większość na gnojownik, bo łatwiej trafić – najbardziej agresywny kolega zaś po pijaku zatrzymał auto na drodze i wyłamał drzwi przy kierowcy (?!). Od tego dnia nie tknęłam wódki i mam awersję do malin. Kup mi tę kurtkę już! Czwarta historia ma dwie części, na szczęście tym razem kończy się happy endem. Albo przynajmniej neutral endem. Początek to wizyta w galerii handlowej z mamą, jej ówczesnym ukochanym i moją siostrą. Były chłodnawe dni wiosenne, a ja potrzebowałam nowej kurtki. Obejrzałam w sklepie kilka, lecz uparłam się na jedną: białą jak du… udo albinosa, wykończoną milionem ćwieków i przecinaną paskiem z dużą klamrą. W skrócie: wieś tańczy i śpiewa, przed czym ostrzegali mnie bliscy, ale taka panowała wśród nastolatków moda i koniec, kropka. Sceptyczni bliscy uznali, że mam sprawę przemyśleć i jeśli będę chciała, po kurtkę wrócimy. Natychmiast się obraziłam, wyszłam z galerii i poszłam na przystanek. Widząc moje – nazwijmy to – zdecydowanie, bliscy postanowili kurtkę kupić. Chcesz, noś i żałuj. Moją przepiękną nową zdobycz zabrałam na wyjazd do ukochanego przedstawionego w poprzedniej historii. Było dość ciepło, więc jak zwykle wieczorami chodziliśmy z jego kolegami pić. Kiedy wracaliśmy, panowała zupełna ciemność. Któregoś razu nie przewidziałam, że droga powrotna będzie prowadzić przez pole pełne błota. Pamiętam, że podczas przemarszu na skos pola potknęłam się o coś, wpadłam do dołu i zamiast wstać, dziko się śmiałam. Śnieżnobiała kurteczka wyglądała, jakbym ją wyjęła psu z. Happy endem jest to, że nazajutrz mama ukochanego zajęła się moją kurteczką i znów wyglądała jak nowa. Marne to jednak pocieszenie, skoro niebawem koleżanka z klasy kupiła taką samą i wyglądała w niej lepiej. Ponadto przyjrzawszy się odzieży uważniej, dostrzegłam jej jarmarczność. Oczywiście nigdy nie przyznałam bliskim racji – dowiedzą się teraz, jeśli wpadną na blog i przeczytają – ale zupełnym przypadkiem pozwoliłam kurteczce zawieruszyć się w szafie. Po paru latach oddałam ją mamie. Część druga *** Koniecznie dajcie znać, czy po wypiciu alkoholu przydarzyła wam się historia podoba do jednej z moich. A może macie zupełnie inną, na wspomnienie której czujecie rozbawienie lub wstyd? Napiszcie ją w komentarzu. Pośmiejmy się z młodzieńczego alkoholizmu wspólnie.